Przyznam, że przecieram oczy ze zdumienia. Kilka dni temu w Wielkiej Brytanii został opublikowany artykuł omawiający raport rządowego Cabinet Office Behavioural Insights Team, który jednoznacznie sugeruje, że należy bardzo poważnie zastanowić się nad uznaniem e-papierosów za zdecydowanie zdrowszą alternatywę dla analogów. Eksperci zespołu stwierdzają, że nikotyna zawarta w e-papierosach nie jest bardziej szkodliwa niż kofeina w kawie.
Trzeba przyznać, że jest to niesamowicie ważny dla nas krok w dobrym kierunku. Profesor epidemiologii uniwersytetu Nottingham, John Britton, w wypowiedzi dla The Guardian stwierdził, że jeśli producenci/sprzedawcy e-fajek nie będą reklamować swoich produktów jako prozdrowotnych (wtedy musiałyby być uznane za produkty lecznicze i podlegać ścisłym regulacjom) i jeżeli zostaną wprowadzone odpowiednie standardy, które musiałyby zostać spełnione przez te wyroby, to powinny one być sprzedawane dokładnie tak samo jak analogi.
Wygląda na to, że coś się ruszyło na naszą korzyść. Te informacje pochodzą z oficjalnego zespołu rządowego, a więc musiały wcześniej uzyskać akceptację czynników oficjalnych. Zastanawiam się, skąd taki nagły zwrot akcji. Jeszcze niedawno na wyspach dyskutowano o tym, aby całkowicie zakazać e-papierosów. Czyżby lobby Big Tobacco lekko osłabło? Tak czy inaczej – jest to jakieś delikatne światełko w tunelu. W razie czego będzie się można powoływać na te zalecenia.
Drobna uwaga – ktoś może się żachnąć, że używany jest tam termin „smokeless cigarettes”, czyli „papierosy bezdymne”. Gdy się jednak zastanowimy, zauważymy, że to bardzo mądre określenie. Wiemy przecież, że to, co wypuszczamy paszczą nie jest dymem.
No to teraz czekamy na równie mądre decyzje u nas w kraju. Panie i panowie politycy – do dzieła!
Jeśli ktoś chciałby poczytać cały raport w PDF, znajdzie go tutaj. Interesujące nas fragmenty są na str. 7 i 8.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz